Biuro karier
Rekrutacja
Kontakt
Wyższa Szkoła Promocji


Logowanie studentów
Użytkownik
Hasło
 

Patroni






           Fraszka na dziœ:
          


Pierwsze miesiące w Wyższej Szkole Promocji widziane okiem pierwszoroczniaka

 

Młodzi, zdolni, a(bs)trakcyjni, czyli pierwszy rok nadchodzi...

Poranek. Dzień kolejny. Znów trzeba otworzyć zaspane oczy, a za chwilę wyjść na świat i dać z siebie wszystko. To wielkie wyzwanie, bo, jeśli udało się dotrzeć na czas do Szkoły, to trzeba zmierzyć się z rzadko lekką materią wykładu, tym bardziej, że trwa w godzinach w sposób naturalny przewidzianych na sen.

Wyzwanie to wyzwanie, stawić czoło trzeba. W końcu nikt nas nie kopnął na świetlaną ścieżkę kariery, która dziś jawi się jako droga korytarzami naszej kochanej - póki co, oddając tymi słowy stan zauroczenia pierwszoroczniaków - WSP. Sami wybraliśmy właściwą ścieżkę, z pełną lub prawie pełną świadomością. Jakieś owoce na pewno zbierzemy, ale czy to będą gruszki na wierzbie czy arbuzy na jabłonce zobaczymy za kilka lat.

Oto następny dzień nabija licznik naszej tułaczki. To już dwa miesiące, jak "pierwszy rok" wkroczył w nie do końca własne, ale przynajmniej dobrze ogrzane mury Wyższej Szkoły Promocji. Jako świeżo upieczony student, z pełnym prawem do tego miana, bo po solidnych otrzęsinach, powoli zaczynam rozumieć, na czym polega zjawisko określane pojęciem "studiowanie".

Nie będąc pewnym, czy wiedzą to moi koledzy, wyposażony w najnowszej generacji "dyktafon", czyli inaczej mówiąc szeroko otwarte ucho, kartkę i długopis, wybrałem się w daleką niebezpieczną podróż poszukiwań wrażeń z pierwszych miesięcy studiowania wśród studentów pierwszego roku - miejmy nadzieję, że nie długoletnich studentów tegoż roku. Przytaczam więc to, co moje niezawodne ucho wychwyciło. Pisownia w większości oryginalna.

Filip: Podoba mi się to, że nie trzeba zmieniać ogumienia. Poważnym problemem jest też brak dziurek na napoje w blatach przy krzesełkach. A przy kaloryferach powinny być kurki do regulacji ciepła.

Marysia: Normalnie, jak w każdej szkole. Plusem jest to, że pani woźna nie gania za tobą na każdym kroku. A tak na poważnie: większość ćwiczeń jest interesująca, czego, niestety, nie zawsze można powiedzieć o wykładach. Panie w sekretariacie są miłe, jak nigdzie indziej. Za mało jest inicjatyw studenckich - akcji typu - wspólne integracyjne spotkania wszystkich studentów. (Wypowiedź jeszcze sprzed otrzęsin - przyp.aut.)

Paweł: Myślę, że to najlepsza szkoła dla mnie. Moim zdaniem daje ona możliwości poszerzenia horyzontów. Poznałem tu mnóstwo ciekawych ludzi. Jeśli chodzi o wykładowców to oddają ducha tej szkoły. Myślę, że u niektórych trzeba będzie mocno popracować, żeby zaliczyć. (zajęcia - przyp.aut.) Sądzę, że dobrze wybrałem i się nie zawiodę.

Ala: Grupa jest bardzo fajna - są to ludzie z dużym poczuciem humoru. Przynajmniej raz w tygodniu integrujemy się na imprezach. Wykładowców postrzegam pozytywnie. Niestety, niektóre z wykładów nie są porywające, z niektórymi poglądami na nich prezentowanymi się nie zgadzamy. O tej szkole myślałam od roku, ponieważ interesuje mnie to, co się z człowiekiem jako swoistym produktem dzieje.

Radek: Grupa w porządku. Kolega Andrzej szczególnie wyróżnia się gabarytami... poczucia humoru. Tak dużo się uczymy, że nie mamy czasu na naukę. A kaloryfery niepotrzebnie grzeją. Przydałaby się tylko klimatyzacja, bo przeciągi wywiewają studentów wraz z wygodnymi stolikami.

Ja ze swojej strony dodam tylko tyle, że w pełni zgadzam się z powtarzającą się opinią, iż w szkole panuje "gorąca" atmosfera. A resztę moich głębokich przemyśleń zachowam dla siebie, bo właśnie zaczynam kolejne ćwiczenia. Jutro natomiast znowu wstanę, mając w myślach moje nowe motto życiowe: "Młodzi, zdolni, a(bs)trakcyjni to My!".

Szymon Obrostek